poniedziałek, 3 września 2012

Europejskie smaki w Warszawie

Warszawskie dzielnice, zakątki i ulice nieustannie kuszą nowymi szyldami, pięknymi tarasami, tablicami z nazwami wykwintnych dań niedbale zapisanymi kredą. Po okresie wakacyjnym chciałam napisać o trzech miejscach (spokojnie jest ich więcej, o tych jednak w szczegółach) :

Bistro ŻuŻu (Mokotów Górny, ul. Kazimierzowska 43)


 Guccio Domagoj Klub Winiarnia (Żoliborz, ul. Pawła Suzina 8),








Santorini (Saska Kępa, ul. Egipska 7)





oraz Złoto Hiszpanii (również Saska Kępa, ul. Francuska 26)




 
Na Mokotowie w Bistro ŻuŻu  okazjonalnie można pochłonąć delikatne małże w moim ulubionym sosie winnym (nie przepadam za wersją w sosie pomidorowym).

U Chorwata można zjeść bardzo dobrze owoce morza (ośmiorniczki, grilowane mątwy, kalmary w czerwonym winie itp.) i poznać autochtoniczne szczepy chorwackich winorośli (Vugava o miodowej szacie czy słomkowozielony Graševina).

W Santorini polecam szczególnie sezonowe kwiaty cukinii. Odradzam z kolei niestety jedyne greckie wino dostępne na kieliszki – Retsinę. Zielona i wodnista tylko przeszkadza w posiłku. To jedyny, aczkolwiek dość poważny, mankament w greckiej restauracji, której wystrój i klimat pozwala się przenieść biesiadnikom na południe do samej Hellady.

Ostatnie wspomniane miejsce Złoto Hiszpanii odwiedziłam ostatnio dwa razy. Za pierwszym razem spróbowałam wina jednoszczepowego (Gancia) oraz kupaż Muscat de Frontignon, Sauvignon Blanc, Moscatel de Alejandria i Gewürztraminer), a do tego pinchos z gniecionymi pomidorami z oliwą oraz pinchos z foie-gras z redukcją balsamiczną.
Za drugim razem na aperitif i jako toast urodzinowy wypiłam poprawną cavy l’Hereu od Raventos I Blanc. Tak jak cava (kieliszek za 12 zł) pozytywnie zaskoczyła tak niestety aperitif zamówiony do niej rozczarował (małże w sosie pomarańczowym z dodatkiem miodu oraz sałatka z ośmiornicy). Tych pozycji z karty odradzam. Lepiej już się wybrać do Kuchni Świata, gdzie dostępne są ośmiorniczki i małże po hiszpańsku czy po portugalsku w puszkach, które przypuszczam zostały skromnie podrasowane w tapas barze.
Niekwestionowaną mocną stroną Złota Hiszpanii są pinchos, które robione są na bieżąco, w różnych wersjach. W menu znajduje się tylko ich wersja podstawowa, więc warto udać się do środka, żeby wybrać świeże wariacje na pieczywie.
Warto dodać, że Złoto Hiszpanii honoruje zasadę korkowego, więc nic tylko brać ulubioną butelkę wina, a na miejscu chwytać pinchosy. Ja odwiedziłam tapas bar z wyjątkową butelką

Carodorum Crianza (12 miesięcy w beczce dębowej)

z coraz bardziej popularnego regionu Hiszpanii - Toro. To wino o wspaniałej sukni, które z każdym łykiem sprawia coraz większą przyjemność. Jest wspaniale zbalansowane, obficie owocowe, a zarazem dostatecznie kwasowe. Aksamitne taniny dopełniają tę hedonistyczną całość.

Nos : Owoce leśne, porzeczka, nuty dymne, likier wiśniowy
Usta: aksamitne, dobrze zbudowane, owoce leśne, likierowe

Finisz, który nie pozwala zapomnieć o Carodorum.

wtorek, 10 lipca 2012

Białe do 100 zł


Specjalne okazje wymagają specjalnej celebracji, a celebracji służy odgłos otwieranego korka wina musującego typu Franciacorta, Prosecco, Cava, Crémant d’Alsace, Crémant de Bourgogne czy króla bąbelków niejakiego Szampana. W tym roku zaszczytu celebracji urodzin mojej siostry dostąpiło wino typu Cava. Wybór był oczywisty:


Robert L. Mur Millessimé Brut Nature D.O. Penedès Vintage 2008, 


a efekt spełnił oczekiwania. A oto przepis na udane świętowanie:
najlepsze grona Xarel.lo, Macabeo, Parellada, Chardonnay
+
 48 miesięcy dojrzewania w butelce  
=
długo ulatniające się bąbelki, kwasowość, elegancja, wykwintność, suszone owoce i orzechowe nuty
Do kupienia w sklepach internetowych, czy też w sklepach winiarskich AGA za około 70 zł.



O tym winie już pisałam. Po dwóch tygodniach wróciłam do niego w połączeniu z francuskimi rarytasami, tj. serem pleśniowym camembert, serem kozim, bagietką od Vincenta i zielonymi oliwkami. Contacto wyróżnia się bardzo dużą elegancją i dobrze zbudowaną strukturą, konweniuje z serami miękkimi, aksamitnymi, kozimi, mieszanymi, z delikatną pleśnią. Kremowa konsystencja serów wpisuje się w kremowy charakter wina, oliwka uwypukla kwasowość.
Wino jednak jest dość uniwersalne i z chęcią podałabym do słodkiego deseru np. do panny cotty (kremowość + kwasowość pochodząca od wiśni) – mniam!
Wino do kupienia w sklepie przy restauracji Portucale za około 70 zł.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Mecz towarzyski : Chardonnay vs. Chablis

Wydarzenie dnia : Mecz towarzyski Maluchy kontra Starszaki z udziałem jednego seniora (nieobecny na zdj.)



CHARDONNAY


1.Chocolan Chardonnay 2008,  Maipo Valley, Chile
Nos : owoce egzotyczne (ananas, melon), miód, wanilia
Usta: mięsiste, niczym plaster miodu oplata język i podniebienie, maślane (do tego stopnia, że byłam przekonana, że było beczkowane)
Na chłodniejsze wieczory, bezpretensjonalne, proste w bogactwie nut i aromatów. W sam raz dla początkujących lub sceptyków, którzy krzywią się na myśl o winie i mówią : „łeee nie pijam - za kwaśne!”
2.Peter Lehmann Chardonnay, Australia 
Nos : gruszka, jabłko, ananas
Usta: świeże, o poprawnej strukturze, której zawdzięczamy krótki finisz
Nos i usta w równowadze; jak na chardonnay z Nowego Świata nie zwala z nóg prostactwem i obfitością; bliższy (podkreślam stopień wyższy przymiotnika bliski) wzorcowi Starego  Świata.

CHABLIS

3.Chablis Vrignaud Petit Chablis (Niebeczkowane)
Nos : kruche jabłko, gruszka, trawa
Usta: mineralne, kamienisty chłód, świeże, kruche
Mineralne i świeże do tego stopnia, że chwilami daje wrażenie łaskotania. Harmonijne, bardzo przyjemne! Mój faworyt!

4.Chablis Vrignaud Chablis Les Champréaux
Ja bym z otworzeniem tego wina jeszcze poczekała. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje mi się, że rok czasu i rozwinęłoby schowane jeszcze aromaty. Petit Chablis jest dobrym świadectwem winnicy Vignaraud i sądzę, że Chablis może być wkrótce. Póki co „maluszek” wygrał ze „starszakiem”.

5. Chablis Vrignaud Chablis Premier Cru Mont de Milieu
Maślany, kwasowy, mineralność zbalansowana ze słodyczą wanilii, który dostał w spadku od beczki. Relacja jakości do ceny odpowiednia.
Rozgrywkę wieczoru wygrał jednak „maluch” z numerem 3. Najwidoczniej uległam twierdzeniu, że kibicuje się gorszym, w których mało kto wierzy…
Na koniec nie lada gratka – obiecany udział seniora
Château Colombier Monpelou 1982 
Cru Bourgeois Premier 
Pauillac, France
„Zaledwie” trzydziestka na karku, a już jakby się rozpada. Żywotny, ale piękne lata „młodości” już za nim. „Cera” też już nie ta… kiedyś rubinowa, a dziś wypłowiała, brązowo-rdzawa. Żaden  z niego cienias ani chudzielec. Postawny chłop, uparty na języku. Obcowanie z nim przypomina smak wiśni w likierze i powideł śliwkowych. Szkoda jednak, że nie poznałam go wcześniej, może by wyszło z tego coś poważniejszego. Szacunek jednak do leciwego pana mam, dzielnie zniósł te lata w zamknięciu…

wtorek, 26 czerwca 2012

Zielono mi...


Oferta win portugalskich w Portucale sprawia radość.
Które wybrać? Oto moje propozycje po dzisiejszej degustacji

Stanowisko 1

-Gatão – podstawowe, zaczepne jak na „kocie” wino przystało (świeżość i kwasowość)

-Muros Antigos – ok!

-Blue ocean  - mocno kwasowe, delikatnie musujące, przyzwoite vinho verde z niższej półki, na ochłodę.

-Muralhas de Monção  (szczepy : trajadura I alavarinho) – szczypiące + pełne (sic!)  = satysfakcjonujące

Stanowisko 2
-Casal Garcia – musujące - dziecinne, radosne; dla fanów nie tyle bąbelek co bardziej piany, czyli nie dla mnie.
-Aveleda vinho verde 2011 (szczep : Loureiro) - aromatyczne w nosie, pikantne, szczypiące na języku; charakterny nos i nieustępujące mu usta dają satysfakcję, mój faworyt zielonych na dziś

-Aveleda Colheita seleccionada (szczep : Loureiro)  - dobre wino do sobotniego obiadu, do ryby, owoców morza i delikatnego białego mięsa

-Aveleda 2011 DOC Douro (szczep : Loureiro) aromatyczne w nosie, kwasowe na języku, na ciepłe jak również nieco chłodniejsze dni. Jestem na tak.

Stanowisko 3 – moje ulubione
-Soalheiro 2010 (szczep : alvarinho) - 4+!
-Muros antigos 2010 (alvarinho)
Na degustacji próbowałam Muros Antigos 2010. W sklepie wino było dostępne w roczniku 2007. Byłam bliska zakupu Muros Antigos, gdy zobaczyłam różnicę w rocznikach. Wprawdzie nie próbowałam „zielonego”, ale jakoś pod wpływem głównego tematu wieczora postanowiłam dopytać, czy aby zakup rocznika 2007 byłby trafny. Po moim pytaniu o ewentualny wpływ upływu czasu na wino wywiązała się krótka, rzeczowa dyskusja na temat rocznika w przypadku portugalskim win. Wino jednak jest starzone i w przypadku 5 lat czas jest czynnikiem neutralnym. Nie podbija aromatów i nie czyni cudów, ale nie szkodzi. Kupiłam jednak inne…
Zdjęcie robione "na prędce".
Pogoda była niestety anty-zielona....

-Anselmo Mendes Contacto – kupione!

-Anselmo Mendes Curtimenta – maślane (beczka), wanilia, ananas, melon, orzech  

-Muros de Melgaçao Colheita 2009 - długa butelka, smukła a zarazem potężna, jak samo win – subtelne, dumne i pewne siebie. Opis tego wina zostawiłam niemalże na koniec, mimo że spróbowałam je mniej więcej w połowie degustacji. Wybrałam je całkiem nieświadomie, przebijając się przez rząd fanów wina. Jakoś tak wyszło. I z tego „jakoś tak wyszło” pojawiło się w moim kieliszku naprawdę „coś”. Miałam nadzieję, że tym razem moje kubki smakowe zostały uwiedzione czymś skromnym cenowo. Niestety… 200 zł…

 Stanowisko  4
-Somontano Bestué de Otto 2010 – (szczepy : Tempranillo, Cabernet Sauvignon);  przyzwoite; nieoczekiwany przejaw przyjaźni portugalsko-hiszpańskiej na degustacji win portugalskich J; dość słodkie, tzw. „wino dla pań”.


-Casa Santos Lima, Bon Ventos, Rose 2010 - poziomka, zioła w nosie, na ustach bezwstydne, ziołowo-gorzkie, jak niedobre lekarstwo, odrzucające. Po jednym łyku szukałam pojemnika, gdzie mogłabymy wylać to "cudo". 


-Charramba - Rozgoryczenie zmalało, choć nie do minimum w przypadku wina „Charramba”. O karrramba! Jak można być tak mocarnym w nosie,  a tak marnym na ustach.

Podsumowując i abstrahując od finalnej czerwonej nudy, degustacja win portugalskich absolutnie na plus. Gwiazdą wieczora było zielone, a ja mogę się pochwalić moimi niekoniecznie zielonymi ale za to osobistymi gwiazdami (patrz Stanowisko 3.)!  

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Garganega + Trebbiano Soave + Chardonnay + Sałatka z kaczą piersią = ?


Piersi z kaczki kojarzą się najczęściej z dwiema wersjami : orientalną (po chińsku, wietnamsku itp.) oraz słodką (z jabłkami, pomarańczami, owocami leśnymi, żurawiną itd.). Ja tym razem optowałam za drugą wersją i pod takim kątem szukałam wina. Najpierw miał to być Mouton Cadet (sauvignon blanc, chardonnay, muscadet), jednak po namowie wzięłam Scaię (chardonnay, trebbiano soave, garganega). Oba wina to wina białe, ale do kaczki spokojnie można podać czerwone wino w lekkim wydaniu. Białe natomiast powinno być wyraziste, jego owocowość powinna podkreślić soczysty charakter mięsa kaczki i wynieść na pierwszy plan owoce, które jej towarzyszą. Nie podałabym jednak wina typu gewürztraminer do kaczki, chyba że byłby wyjątkowo mineralny. W przypadku win takich jak traminer czy gewürztraminer ryzyko polega na tym, że w połączeniu z potrawą możemy osiągnąć mdlący i nudny efekt. Podawane z kaczką wino przy dużej koncentracji owocu powinno mieć zarazem sporo kwasowości i mineralności.


Scaia to połączenie włoskich szczepów garganegi i trebbiano soave z międzynarodową odmianą chardonnay.  W nosie jest oszałamiające, z nutami ananasa, mango i kwiatów jaśminu.  Na języku było równie wyraziste. Cytrusy i trawa pojawiły się na końcu, a taki bardziej kwasowy finisz był w parze z kaczką szczególnie korzystny. W pogoni za stworzeniem pary idealnej pomyślałam, że na talerzu również chcę osiągnąć taką słodko-kwaśną harmonię, dlatego oprócz upieczonych, słodkich jabłek na kaczce znalazł się sos z octu balsamicznego z odrobiną miodu. Sałatkę jednak jeszcze powtórzę i spróbuję z Mouton Cadet. Siła perswazji to jedno a siła uporu to drugie...



Dla spragnionych :
Mouton Cadet - sieć sklepów AGA - 50 zł
Scaia – Winestory - 39 zł


Przepis na dobraną parę:

Scaia (Garganega + Trebbiano Soave + Chardonnay)
Mieszanka sałat, pieczona kaczka, pieczone jabłko, prażone orzechy ziemne i włoskie
Sos: ocet balsamiczny + miód (podany na ciepło, dzięki temu był w wersji zagęszczonej)
olej z orzechów włoskich

Kaczkę obsypałam solą i pieprzem, obsmażyłam z dwóch stron (8 minut – część ze skórą, 5 minut – bez skóry) i piekłam przez 20 minut + 2 minuty przypiekania od góry. W jabłku wydrążyłam nasiona, oblałam skromnie miodem i piekłam w folii przez 20 minut równocześnie z kaczką. Jabłko pokroiłam na plasterki, ułożyłam na sałacie skropionej olejem z orzechów włoskich. Kaczkę pokroiłam w plastry i skropiłam sosem z octu. Całość obsypałam orzechami włoskimi i ziemnymi.








czwartek, 12 kwietnia 2012

Górna Adyga - Szepty i Krzyki




PETER ZEMMER 
DOC Alto Adige
Trydent Górna Adyga  Włochy

Pinot Grigio 2011

Słodki a zarazem wytrawny. Naprawdę dobre wydanie Pinot Grigio, które swoją kapryśną naturą nie zachęca wino ogrodników do większego wysiłku. To w żadnym wypadku nie jest zabarwiona woda, jak niektórzy zwykli mówić, wręcz przeciwnie - to dumnie prezentujące się wino, które przekonuje zrównoważoną kwasowością i ciepłą słodyczą (gruszka, brzoskwinia, dojrzałe jabłka, delikatnie kwiatowe nuty). W sam raz na nieśmiały początek wiosny.

Gewürztraminer 2011

Klasyczny przykład gewürztraminera; intensywne, aromatyczne wino, z wyraźnymi nutami liczi i jaśminu. Alpejski wiatr przywiał odrobinę ziołowości, która jest tu atutem. Dzięki temu wino nie jest mdłe ani nudne. Na gewürza jednak trzeba mieć ochotę i nastrój. To najmniej eleganckie wino ze wszystkich, nieco nerwowe przy pozostałych - ułożonych i krągłych.

Pinot Noir 2010

Kolor dojrzałej maliny.  To już nie różowe wino, ale daleko mu do intensywnej czerwieni. W opisie Piotra, prowadzącego degustację, spodobało mi się szczególnie jedno wyrażenie, które idealnie definiuje to wino : „z gatunku szepczących a nie krzyczących”. Mogłabym sobie poszeptać tak z całą butelką, jednak jak na mój gust to relacja ceny do jakości jest nieco zaburzona. Za 69 zł wino powinno choć starać się rzucić nam wyzwanie, a nie nieśmiało wychylać się z kieliszka.

Lagrein 2010

Z lagreinem było już inaczej. Z nim już mogę zostać sam na sam. Lagrein bowiem nie szepcze, lecz uwodzi, a uwodzi przede wszystkim aksamitną strukturą. Jest miękkie, łagodne, doskonale zaokrąglone. Kolor też niczego sobie – głęboka czerwień, dumny rubin. W nosie nijakie, ale na języku nadrabia zaległości. Moc owoców leśnych i alpejskiego fiołka.

Dla spragnionych
Wina dostępne są w sieci sklepów Winestory.

Pinot Grigio 59 zł
Gewürztraminer 69 zł
Pinot Noir 69 zł
Lagrein 59 zł



środa, 11 kwietnia 2012

Cool Bay


Do sauvignon blanc mam wyjątkowy sentyment. Lubię go za to, że przypomina mi pierwsze kroki, jakie stawiałam na degustacjach. Przypomina zachwyt i zaskoczenie – że w kieliszku może kryć się takie bogactwo smaków i aromatów. Tym pierwszym, niezapomnianym sauvignon blanc jest dla mnie Gilhem Blanc z winnicy położonej na południu Francji Moulin de Gassac promowanej przez niestety nie istniejący już Vinaress na ulicy Bednarskiej w Warszawie. Wino to, to grona wygrzewające się w Languedoc  Roussillon, które z wiadomych przyczyn mają więcej wspólnego z Cool Bay niż sauvignon blanc z Doliny Rodanu czy Loary, stąd więc ten sentymentalny wstęp przy okazji picia Cool  Bay.
Cool Bay to miły aperitif. Nieodzowny towarzysz miękkich, łagodnych serów czy też krewetek przygotowanych najprościej na świecie na czosnku i maśle. Ja tym razem zajęłam się rozmową i zagryzałam do niego tylko orzechy nerkowca. Ożywiona dyskusja jednak nie przeszkodziła mi w pewnej obserwacji. Mianowicie przez tłuste, słodkie orzechy nerkowca jeszcze wyraźniej przebijała się nuta liści porzeczki.  W końcu liść porzeczki, agrest i czarna porzeczka to wizytówka, która nowicjusza przekona, krytyków ujarzmi a wytrwałych miłośników wina przeniesie w świat wspomnień.

środa, 4 kwietnia 2012

Chili con carne con Chile



Caliboro 
D.O. Maule Valley, Chile
Reserve 2007
Carménère


Caliboro to jednak coś więcej niż powyższa notka. Caliboro to :

  • smak czerwonych owoców
  • przyprawy korzenne
  • aromat czekolady
  • subtelny smak
  • delikatny dąb
  • 100% Carménère
  • Dolina Maule Valley, gdzie upalne dni i zimne noce nie są bez znaczenia przy produkcji wina
  • wino na popołudnie, na wieczór
  • idealny towarzysz nieskomplikowanych dań
  • przyzwoity kompan potraw delikatnie pikantnych, korzennych.
Caliboro to moja propozycja do chili con carne. Całkiem udana, bo skoro chili lubi czekoladę, to i polubi słodycz chilijskiego owocu i czekoladę na finiszu.

wtorek, 27 marca 2012

Made in Austria

Wtorek, 20 marca
Godzina 17:30, Hotel Marriott

Oczywiście degustacja w hotelu Marriott była stojąca, a jakże. 30 stoisk, moc win białych, ciekawe eisweiny, wina musujące, skromny asortyment win czerwonych, promocja żywności bio w wykonaniu Austriaków- sery, wędliny itp. itd... Ogólnie można stracić głowę. 

1) Pierwszym stoiskiem, do którego podeszłam było stoiska producenta Johanna Donabaum. Próbowałam Grüner Veltliner Spritzer Fede i Grüner Veltliner Spitzer Point. Moje notatki były jednak tak chaotyczne i nieskładne, że nie napiszę tu nic więcej. Powiedzmy, że to był taki lekki falstart w moim wykonaniu. Dalej już było lepiej. Notatki były zrozumiałe i wyraźne, co może trochę dziwić. Tendencja powinna być chyba odwrotna…


2) Do stoiska Alexandra Koppitsch'a podeszłam, ponieważ moją uwagę przykuły nowoczesne etykiety. Jak widać na zdjęciu, na etykiecie znajdują się ptaki (jaskółka - Chardonnay), Grüner Veltliner przyozdobiony jest również ptakami oraz sercem. Wszystko to ma rys nieco komiksowy. Wydaje mi się, że to dość odważna etykieta, większą popularnością cieszy się jednak klasyka. Ale z drugiej strony, właśnie z powodu etykiet podeszłam do stoiska… Alexander Koppitsch to nowy producent na rynku. Na stoisku prezentowano pierwszy rocznik - 2011  i podkreślano biodynamiczne podejście do produkcji wina (używa się naturalnych drożdży, stroni się od nawozów). 
Grüner Veltliner był przyzwoity. Delikatne kwiatowe nuty w nosie i mineralne orzeźwienie na języku pozostawiły pozytywne wrażenie. Chardonnay było jednak zbyt słodkie, nieco mdławe. Spodziewałam się czegoś  „chłodniejszego“, bardziej stonowanego. Natura w tym przypadku przesadziła ze słodyczą.

3) Następnie odwiedziłam Kohl Weingut. Kohl Weingut to producent z tradycjami, tajniki produkcji winiarskiej przekazywane z pokolenia na pokolenie, rodzinna firma To wszystko składa się na naprawdę ciekawe wina.
Pinot Blanc – mocno kwasowe, o delikatnym bukiecie, na języku delikatnie pikantne, orzeźwiające, miało ono jednak coś irytującego  w sobie, to coś nie potrafię do teraz zdefiniować. Wrażenie to w każdym bądź razie sprawiło, że już bym do tego wina nie wróciła. Po tym nie do końca udanym początku było już tylko lepiej, jeśli nie znakomicie.
Winemakerzy z Kohl Weingut oferują nam również bardzo przyzwoitego Rieslinga  i jeszcze lepszego Grüner Veltlinera – doskonała równowaga między kwasowością i owocem. W nosie intensywny, na języku przyjemnie mineralny i orzeźwiający. Muskateller był delikatnie jaśminowy, waniliowy, ale nie zachwycił tak jak Riesling czy  Grüner Veltliner.
Kohl Weingut oferował jedno czerwone wino – Zweigelt. Ot, „chłodne“ czerwone, o przyzwoitej strukturze.




4) Fajne, proste, do picia na codzień okazało się wino Franz 2010 od Weiningera (Cuvée 60% Blaufrankisch  40% Merlot) – mix porzeczek, malin i truskawek

5) Zaskoczeniem pozytywnym było wino od Gselmann & Hans -  Gabarinza 2007  (60% Blaufrankrisch, 20% Merlot, 20 % Zweigelt); Dąb: 18 miesięcy w 500-litrowych beczkach
Nos : owoce leśne (jagoda!)
Usta : wiśnia, jeżyny, porzeczka
Perełka wśród wielu obojętnych win czerwonych.  Do odłożenia do piwniczki! Po kilku latach może dać jeszcze więcej radości.

Z win słodkich moją uwagę przyciągnęły:  Eiswein 2009 Zweigelt, St Laurent (grudniowy zbiór) -  złożone i rozbuchane oraz Trockenauslese 2007 Chardonnay (koniec października) – utrzymane w miodowo-owocowym klimacie. Oba wina (z naciskiem na pierwsze) mają potencjał starzenia. Ile orzecha i wanilii można by wydobyć z Chardonnay po kilku latach! Oba wina pochodzą również od producenta Gselmann & Hans. 

Niestety odwiedziłam tylko pięć stoisk, chociaż oczami to bym spijała wszystkie krople, żeby spróbować jak najwięcej win.  Cóż... brak snu, praca, dwie degustacje i wybór, od którego głowa boli.... 
Zawsze mogę wrócić do tych win mentalnie i wejść na stronę promującą winiarską Austrię, którą serdecznie polecam! 

Made in Croatia

Wtorek 20 marca

15:00 Ambasada Republiki Chorwacji
Degustacja win chorwackich i szynki pšut

Degustacja była siedząca. Spotkanie miało jednak bardziej na celu promocję gastronomii Chorwacji i zaznaczenie jej na mapie winiarskiej. Brakowało komentarza przy okazji degustowanych win, a komentarze gości można ująć  krótko -  ‘cum laude’ wszystkiemu co chorwackie. Nieco irytujący był też błąd w tłumaczeniu. Nie znam chorwackiego, ale coś mi wyraźnie nie pasowało, gdy słyszałam „sort”. De facto, Chorwatka prowadząca spotkanie mówiła o sorcie…. czyli „szczepie”. 
To tyle o organizacji, formie spotkania itd. Jeśli chodzi o wino, to spróbowałam jedno białe i trzy czerwone.
POŠIP CARA
Pošip, Vinogorje Kobčula

Białe kwiaty, migdał + owoce (brzoskwinia, morela, pigwa)
W ustach nieco mdłe, o przyzwoitej strukturze. Przypominało Muscat d’Alexandrie lżejszej wersji, choć to porównanie nie byłoby na miejscu podczas samej degustacji. Faktycznie padło pytanie ze strony prowadzącej o to, czy widzimy podobieństwa z innymi winami. Kiedy ktoś nieśmiało porównał czerwone wino (o którym za chwilę) do Merlota, szanowna pani prowadząca energicznie zakwestionowała to wrażenie… Po co więc pytała? 
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2010

To wino tworzy autochtoniczny szczep Plavač Mali. Kolorem i aromatem przypominało młode wino. W nosie dominowała malina, truskawka i nieśmiało przebijał się dąb. W ustach taniny dały wrażenie ściągania, jednak struktura była wątła, żeby nie powiedzieć wodnista. Dobrze zapowiadające się w nosie wino zwiędło na języku i pozostawiło poczucie niedosytu.
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2007
Vhrunsko Vino, Vinogorje, półwysep Pelješac
Rok i 5 miesięcy w beczce, specjalna selekcja gron
W nosie z goła odmienne od młodszego brata z 2010 r. Bukiet owocowo-dymny (wiśni, śliwki). Na języku pod koniec wyczuwalny pieprz. Wyraźnie kwasowe, delikatnie taniczne. I znów niestety pozbawione ciała, nijakie w strukturze.

DINGAČ 2008
Wino pochodzące ze środkowej Dalmacji, jednoszczepowe (Plavač Mali), ponownie o nieśmiałym bukiecie (trochę skóry, wiśni i śliwki). W ustach było zaskakujące – na początku pomyślałam o kandyzowanych owocach, jednak ostatecznie skłoniłam się ku żelkom. Tak, żelkom... A żelki to zdecydowanie nie mój klimat winiarski. Za Haribo z Chorwacji podziękuję…


Za to szynka pšut to absolutnie mój klimat. Polecam podróżującym do Chorwacji, bo w Polsce jest praktycznie niedostępna!

niedziela, 18 marca 2012

Wino i Czekolada

Manufaktura Czekolady : 70% kakao  + prażone ziarna kakao

W  miniony czwartek miałam okazję wziąć udział w degustacji w jednym ze sklepów Winestory. Motywem przewodnim była czekolada. Naturalnie do czekolady dobrane było wino. Połączenie czekolady i wina nie jest łatwe szczególnie, że na rynku mamy szeroki wachlarz czekolad – mniej lub bardziej udanych. Degustowane czekolady pochodziły z Manufaktury Czekolady, jednego z 20 producentów na świecie, który od początku do końca samodzielnie wytwarza czekoladę. Bardzo podobało mi się to, że przedstawiciel Manufaktury wielokrotnie nawiązywał do wina. Ciekawe, że czekoladę, tak jak wino, degustuje się począwszy od wrażeń wzrokowych, węchowych a na końcu smakowych. Tak więc oglądałam kostki czekolady, wąchałam i smakowałam, aby zrobić to samo następnie z winem. A oto proponowane wina :

Valpolicella Ripasso Monte del Fra
Przez wielu postrzegane jako spektakularne faktycznie wywiera wrażenie, a przy tym w swoim bogactwie jest niesamowicie ułożone. Przyjemnie owocowe, zaokrąglone. Do picia samo! Nie burzyłabym harmonii zapachów i smaków żadnym daniem. Nie zagryzłam więc tego Ripasso czekoladą, bo w moim przekonaniu ono aż prosi o samodzielną kontemplację.
Gdybym miała jednak próbować łączyć to wino z czekoladą zdecydowałabym się na deserową z chili piri-piri. Myślę, że ostre akcenty uwypukliłyby tylko owocowość tego wina, „podkręcając” je nieco.

Sant Antonio Valpolicella Ripasso Monti Garbi

Garbi jest w porównaniu do innych Ripasso mniej słodkie, z wyraźniejszą kwasowością. Nie jest tak pełne w swojej owocowości. Czekolada z solą uwypukliła więc niestety to, co nie wymagało podkreślenia. Garbi – jestem na tak, deserowa z kwiatem soli - jestem na tak, mariaż - jestem zdecydowanie na nie.  Sądzę, że nieźle smakowałaby deserowa z żurawiną, ale to tylko w teorii, tę czekoladę spróbowałam na samym końcu, już bez wina.

Winestory : Valpolicella Ripasso Speri 
Valpolicella Ripasso Speri
Speri ma oszałamiający nos. Coś wspaniałego! Miałam obawy, czy aby na języku nie było przedobrzone, ale autorzy tego wina wiedzą, co to umiar. Było bardziej dojrzałe i stonowane od nr 1, natomiast bardziej żwawe niż nr 2.  Dołączam się do grona wielbicieli tego Ripasso, które zdobyło sporo nagród. Speri to mój absolutny faworyt wieczoru!
Do tego Ripasso spróbowałam czekolady z Republiki Dominikany, która była mocno cytrusowa i kwasowa per se, ale Speri wytrzymało to zderzenie i wprowadziło równowagę dojrzałymi i suszonymi owocami.


Amarone, Monte del Fra 

Ponoć do pewnych win się dojrzewa (dorasta?). Mam nadzieję, że ja tę specyficzną dojrzałość węchowo-smakową jeszcze osiągnę, a mój czas z Amarone jeszcze nadejdzie. Póki co było rozczarowanie : winem, niespełnieniem węchowo-smakowym i możliwą ułomnością zmysłów, które jeszcze nie są na tyle wyczulone aby docenić to co, tak czczone.
Na pocieszenie na moim podniebieniu powoli rozpłynęła się kostka czekolady  z ziarnami kakaowca (Ghana) – moja ulubiona z całej palety degustowanej podczas spotkania.
Degustacja była naprawdę udana! Ciekawe doświadczenie. Polecam serdecznie, gdy po obiedzie zostanie nieco wina, a w szufladzie znajdzie się tabliczka czekolady…



niedziela, 26 lutego 2012

Ciepło, cieplej, gorąco…!


W największe mrozy tego sezonu myślałam tylko o winach czerwonych. Te rozgrzewały, dodawały otuchy i energii na kolejne mroźne dni. Wśród nich znalazły się wina takie jak Recoletas Crianza 2006 czy Recoletas Vendimia Seleccionada 2005 (Ribera del Duero). Szczególnie zachwyciła mnie Recoletas Vendimia Seleccionada 2005. Pewnego mroźnego wieczoru zaproponowałam przyjaciołom mariaż francuskiego camemberta z hiszpańską królową i od razu zrobiło się cieplej – na duszy (bo wino dostarcza doznań zmysłowych), na ciele (bo odpręża) i na sercu (rozszerza krwinki)... Do camemberta a jakże polska bagietka i tak oto francusko-polsko-hiszpański sojusz rozgrzewający gotowy!
  
Nos : leśne owoce, drewno, dym
Usta : skoncentrowane, wyraziste


W inny zimowy wieczór na Dolnym Śląsku na talerzach zagościł pieczony królik w śmietanie ze śliwkami. Śmietana w połączeniu ze śliwką była wyraźna, ale nie toporna, niosła danie, ale nie przytłoczyła delikatnego mięsa królika. Zafrapowana tą harmonią smaków bardzo chciałam wybrać coś co dopisałoby nuty, tworząc idealną symfonię smaków.  Ponieważ królika nierzadko spotyka się na talerzach hiszpańskich, zaproponowałam więc do niego Carodorum Seleccion Especial 2005 (DO Toro). CD to wino zaskakujące. Nos jest wyjątkowo subtelny jak na to, co otrzymujemy na języku. Dumą tego wina jest ciało, które oplata język, a muskularna struktura na długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Carodorum jednak wybrałam z obawą. Z obawą, bo 15% alkoholu nie raz jest bardzo wyczuwalne. Na szczęście nie tym razem. 15% alkoholu można było jedynie dostrzec na policzkach mojej rodziny, a także moich. Delikatna słodycz zrównoważona z kwasowością w połączeniu z kremowo-śliwkowym sosem - polecam!


Nos : wanilia, drewno, suszone owoce, rodzynki, jagody, 
Usta : bogate, z długim finiszem  


W międzyczasie przyszła odwilż. Temperatura wzrosła. Przyszła więc pora na lato w kieliszkach! Gdy z dnia na dzień robiło się coraz cieplej nie mogłam się powstrzymać przed kupnem typowo letniego wina frizzante Frattino  Monte del Fra (Garganega i Chardonnay). Nie ma co tu dużo pisać, tylko  porządnie schłodzić, pić i zaspokoić pragnienie! 


Letnia aura wprowadziła mnie w istnie południowy nastrój. Za oknem jednak wieje niepokojący wiatr, który poniósł mnie na równie wietrzne wybrzeże atlantyckie. I tak, gdy piszę te słowa, zadowalam podniebienie dobrodziejstwami, jakie niosą ze soba dwa portugalskie szczepy : Arinto i Fernão Pires w Quinta da Alorna 2009. Kupaż ten przypomina Chardonnay. Jest dość gęste i delikatnie maślane. Do tego najlepszy by był bacalhau a brasa z czosnkiem :) Ja miałam akurat morszczuka i moc zielonego pesto, ale już wielokrotnie wspominałam, że moim zdaniem mariaże międzynarodowe są jednymi z najbardziej intrygujących. A więc saluto czy też saúde!

Nos: cytrusy
Usta : delikatne, miękkie, przyjemne

A jeśli komuś nadal za zimno to zawsze można pooglądać zdjęcia z winnic, gdzie produkuje się Alornę :