piątek, 27 stycznia 2012

Wielka celebracja na dalekiej północy

„Co tak zimno ?” „Brrrr, ale mróz!” „Nigdzie nie wychodzę” – tak narzekamy w lutym, my Polacy. To nie tyle stereotyp, co czysta prawda o naszym narodzie. Słyszałam to dziś wiele razy i sama „dzieliłam się tymi spostrzeżeniami”, gdy tylko spotkałam „chętnych” słuchaczy. Tak się szczęśliwie złożyło jednak, że lutowe ochłodzenie zbiegło się z kolejną dostawą win prosto z Toro, z Hiszpanii. Fakt ten niezmiernie mnie ucieszył i rozgrzał moje polskie serce, bo jak tu się oprzeć hiszpańskim dojrzałym gronom zamkniętym w butelce Caro Dorum. 


Butelka została otwarta z wielkim namaszczeniem, porzeczka, wiśnia i śliwka podbiły nos, pierwszy łyk rozgrzał podniebienie, a bardzo dobrze zrównoważona słodycz z kwasowością zachęciły do dalszej celebracji. Właśnie – celebracji. Świadome picie wina w Polsce przypomina celebrację, jest to moment wyjątkowy, sprawia radość i wprowadza w dobry nastrój. Z takim samym entuzjazmem próbowałam każde wina podczas pobytu w Hiszpanii, jednak dla moich towarzyszy te smaki i aromaty to była codzienność, nieodłączny element kultury, codziennej diety, substytut piwa na spotkaniu ze znajomymi. I tak w ten zimowy wieczór pomyślałam – przecież po tym spacerze na mrozie powinnam wypić herbatę z cytryną i sokiem malinowym. Wypiłabym ją jednak jednym duszkiem, a tymczasem celebruję każdy łyk i pozwalam podbijać vitis vinicola à la española moje serce… Z jednej strony więc zazdroszczę Hiszpanom (i nie tylko im) szerokiej palety win wspaniałej jakości w korzystnych cenach, ale z drugiej strony te chwile sam na sam z czerwoną południową mocą w zimowe wieczory na „dalekiej północy” mają coś więcej niż tylko urok… Ich „niecodzienność” stanowi o ich wyjątkowości. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz