niedziela, 26 lutego 2012

Ciepło, cieplej, gorąco…!


W największe mrozy tego sezonu myślałam tylko o winach czerwonych. Te rozgrzewały, dodawały otuchy i energii na kolejne mroźne dni. Wśród nich znalazły się wina takie jak Recoletas Crianza 2006 czy Recoletas Vendimia Seleccionada 2005 (Ribera del Duero). Szczególnie zachwyciła mnie Recoletas Vendimia Seleccionada 2005. Pewnego mroźnego wieczoru zaproponowałam przyjaciołom mariaż francuskiego camemberta z hiszpańską królową i od razu zrobiło się cieplej – na duszy (bo wino dostarcza doznań zmysłowych), na ciele (bo odpręża) i na sercu (rozszerza krwinki)... Do camemberta a jakże polska bagietka i tak oto francusko-polsko-hiszpański sojusz rozgrzewający gotowy!
  
Nos : leśne owoce, drewno, dym
Usta : skoncentrowane, wyraziste


W inny zimowy wieczór na Dolnym Śląsku na talerzach zagościł pieczony królik w śmietanie ze śliwkami. Śmietana w połączeniu ze śliwką była wyraźna, ale nie toporna, niosła danie, ale nie przytłoczyła delikatnego mięsa królika. Zafrapowana tą harmonią smaków bardzo chciałam wybrać coś co dopisałoby nuty, tworząc idealną symfonię smaków.  Ponieważ królika nierzadko spotyka się na talerzach hiszpańskich, zaproponowałam więc do niego Carodorum Seleccion Especial 2005 (DO Toro). CD to wino zaskakujące. Nos jest wyjątkowo subtelny jak na to, co otrzymujemy na języku. Dumą tego wina jest ciało, które oplata język, a muskularna struktura na długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Carodorum jednak wybrałam z obawą. Z obawą, bo 15% alkoholu nie raz jest bardzo wyczuwalne. Na szczęście nie tym razem. 15% alkoholu można było jedynie dostrzec na policzkach mojej rodziny, a także moich. Delikatna słodycz zrównoważona z kwasowością w połączeniu z kremowo-śliwkowym sosem - polecam!


Nos : wanilia, drewno, suszone owoce, rodzynki, jagody, 
Usta : bogate, z długim finiszem  


W międzyczasie przyszła odwilż. Temperatura wzrosła. Przyszła więc pora na lato w kieliszkach! Gdy z dnia na dzień robiło się coraz cieplej nie mogłam się powstrzymać przed kupnem typowo letniego wina frizzante Frattino  Monte del Fra (Garganega i Chardonnay). Nie ma co tu dużo pisać, tylko  porządnie schłodzić, pić i zaspokoić pragnienie! 


Letnia aura wprowadziła mnie w istnie południowy nastrój. Za oknem jednak wieje niepokojący wiatr, który poniósł mnie na równie wietrzne wybrzeże atlantyckie. I tak, gdy piszę te słowa, zadowalam podniebienie dobrodziejstwami, jakie niosą ze soba dwa portugalskie szczepy : Arinto i Fernão Pires w Quinta da Alorna 2009. Kupaż ten przypomina Chardonnay. Jest dość gęste i delikatnie maślane. Do tego najlepszy by był bacalhau a brasa z czosnkiem :) Ja miałam akurat morszczuka i moc zielonego pesto, ale już wielokrotnie wspominałam, że moim zdaniem mariaże międzynarodowe są jednymi z najbardziej intrygujących. A więc saluto czy też saúde!

Nos: cytrusy
Usta : delikatne, miękkie, przyjemne

A jeśli komuś nadal za zimno to zawsze można pooglądać zdjęcia z winnic, gdzie produkuje się Alornę :

niedziela, 12 lutego 2012

Sushi

Japonia vs. Indie

Do niniejszego wpisu zainspirowało mnie wiele osób. Niektóre zrobiły to bardziej świadomie, a niektóre po prostu dostarczyły dowodów na poparcie moich tez. Przedmiotem rozważań winno-kulinarnych i nie tylko będzie gwiazda wschodu – sushi, która zaświeciła w polskich przewodnikach gastronomicznych około 10 lat temu i od tej pory dodaje splendoru temu, kto tylko wypowie magiczne zdanie „idziemy na sushi?”. Oczywiście sama również „chodzę na sushi”, choć bawi mnie snobizm, który łączy się z kuchnią japońską.  Dlaczego nie można na przykład snobować się na kuchnię indyjską? Chodzi o formę podania? Japonia – krągłe, feeria barw, kontrasty (biel, zieleń), Indie -  mięsko czy rybka topi się w kociołku wypełnionym po brzegi zawiesistym sosem… Już wiem! To te pałeczki podnoszą ego! W indyjskiej kuchni oprócz widelca można po prostu pomagać sobie chlebkiem naan, jednak przy odrobinie pecha nie trudno o plamę i tyle z naszej koszuli od Bossa prosto z outletu.


Japonia vs. Niemcy  

Snobizm na sushi mnie bawi i wywołuje uśmiech na twarzy, buntuje się jednak stanowczo przeciwko tradycji i konwencji. Nie, nie, nie będę bojkotować pałeczek. Zamiast wasabi nie zaproponuję również polskiego chrzanu. Mój bunt nie ma charakteru tak rewolucyjnego, ma on jednak bez wątpienia charakter winny. Otóż stoję stanowczo w opozycji do tradycji picia wina śliwkowego. A zamawianie wspomnianego wina do sushi bez konsultacji z biesiadnikami uważam wręcz za nieznośne. „Jak to sushi bez wina śliwkowego? Tak się je! Taka tradycja!”. A co to znaczy tradycja? My już nawet pierogów ruskich tradycyjnie nie podajemy! A śliwkowa tradycja przyprawia mnie o palpitacje serca. Węgorz, krewetka, tempura, imbir, sos sojowy, sola i mam te pyszności popijać kompotem śliwkowym? To doprowadza moje kubki smakowe do stanu najgłębszej depresji! Wino śliwkowe poproszę na deser… A do sushi ? Proponuję rieslinga. Mineralny, świeży, cytrusowy. Ulrich Langgute Riesling 2010 piłam do ryżu z owocami morza, a Rieslinga 2010 Kabinett z tofu marynowanym w occie ryżowym i sosie sojowym. Bez wahania podałabym oba te wina również do sushi. Rieslingi czy Sauvignon Blanc ze Starego Kontynentu bardzo dobrze współgrają z intensywnymi, słonymi, morskimi aromatami i smakami. Sushi to bogactwo smaków, które moim zdaniem, nie potrzebuje słodkiego kontrapunktu. Między jednym a drugim makiem przegryzamy płatki imbiru, żeby oczyścić kubki smakowe i przygotować język na kolejną przyjemność. Niech wino pełni podobną funkcję –a to dzięki kwaśnemu aromatowi kruchego jabłka, delikatnej słodyczy egzotycznych owoców  i mineralności pochodzącej z gleb ze stromych stoków w Nadrenii. Niech wino nie gra pierwszych skrzypiec, tylko niech będzie akompaniamentem dla gwiazdy wieczoru – gwiazdy wschodu sushi.