wtorek, 27 marca 2012

Made in Austria

Wtorek, 20 marca
Godzina 17:30, Hotel Marriott

Oczywiście degustacja w hotelu Marriott była stojąca, a jakże. 30 stoisk, moc win białych, ciekawe eisweiny, wina musujące, skromny asortyment win czerwonych, promocja żywności bio w wykonaniu Austriaków- sery, wędliny itp. itd... Ogólnie można stracić głowę. 

1) Pierwszym stoiskiem, do którego podeszłam było stoiska producenta Johanna Donabaum. Próbowałam Grüner Veltliner Spritzer Fede i Grüner Veltliner Spitzer Point. Moje notatki były jednak tak chaotyczne i nieskładne, że nie napiszę tu nic więcej. Powiedzmy, że to był taki lekki falstart w moim wykonaniu. Dalej już było lepiej. Notatki były zrozumiałe i wyraźne, co może trochę dziwić. Tendencja powinna być chyba odwrotna…


2) Do stoiska Alexandra Koppitsch'a podeszłam, ponieważ moją uwagę przykuły nowoczesne etykiety. Jak widać na zdjęciu, na etykiecie znajdują się ptaki (jaskółka - Chardonnay), Grüner Veltliner przyozdobiony jest również ptakami oraz sercem. Wszystko to ma rys nieco komiksowy. Wydaje mi się, że to dość odważna etykieta, większą popularnością cieszy się jednak klasyka. Ale z drugiej strony, właśnie z powodu etykiet podeszłam do stoiska… Alexander Koppitsch to nowy producent na rynku. Na stoisku prezentowano pierwszy rocznik - 2011  i podkreślano biodynamiczne podejście do produkcji wina (używa się naturalnych drożdży, stroni się od nawozów). 
Grüner Veltliner był przyzwoity. Delikatne kwiatowe nuty w nosie i mineralne orzeźwienie na języku pozostawiły pozytywne wrażenie. Chardonnay było jednak zbyt słodkie, nieco mdławe. Spodziewałam się czegoś  „chłodniejszego“, bardziej stonowanego. Natura w tym przypadku przesadziła ze słodyczą.

3) Następnie odwiedziłam Kohl Weingut. Kohl Weingut to producent z tradycjami, tajniki produkcji winiarskiej przekazywane z pokolenia na pokolenie, rodzinna firma To wszystko składa się na naprawdę ciekawe wina.
Pinot Blanc – mocno kwasowe, o delikatnym bukiecie, na języku delikatnie pikantne, orzeźwiające, miało ono jednak coś irytującego  w sobie, to coś nie potrafię do teraz zdefiniować. Wrażenie to w każdym bądź razie sprawiło, że już bym do tego wina nie wróciła. Po tym nie do końca udanym początku było już tylko lepiej, jeśli nie znakomicie.
Winemakerzy z Kohl Weingut oferują nam również bardzo przyzwoitego Rieslinga  i jeszcze lepszego Grüner Veltlinera – doskonała równowaga między kwasowością i owocem. W nosie intensywny, na języku przyjemnie mineralny i orzeźwiający. Muskateller był delikatnie jaśminowy, waniliowy, ale nie zachwycił tak jak Riesling czy  Grüner Veltliner.
Kohl Weingut oferował jedno czerwone wino – Zweigelt. Ot, „chłodne“ czerwone, o przyzwoitej strukturze.




4) Fajne, proste, do picia na codzień okazało się wino Franz 2010 od Weiningera (Cuvée 60% Blaufrankisch  40% Merlot) – mix porzeczek, malin i truskawek

5) Zaskoczeniem pozytywnym było wino od Gselmann & Hans -  Gabarinza 2007  (60% Blaufrankrisch, 20% Merlot, 20 % Zweigelt); Dąb: 18 miesięcy w 500-litrowych beczkach
Nos : owoce leśne (jagoda!)
Usta : wiśnia, jeżyny, porzeczka
Perełka wśród wielu obojętnych win czerwonych.  Do odłożenia do piwniczki! Po kilku latach może dać jeszcze więcej radości.

Z win słodkich moją uwagę przyciągnęły:  Eiswein 2009 Zweigelt, St Laurent (grudniowy zbiór) -  złożone i rozbuchane oraz Trockenauslese 2007 Chardonnay (koniec października) – utrzymane w miodowo-owocowym klimacie. Oba wina (z naciskiem na pierwsze) mają potencjał starzenia. Ile orzecha i wanilii można by wydobyć z Chardonnay po kilku latach! Oba wina pochodzą również od producenta Gselmann & Hans. 

Niestety odwiedziłam tylko pięć stoisk, chociaż oczami to bym spijała wszystkie krople, żeby spróbować jak najwięcej win.  Cóż... brak snu, praca, dwie degustacje i wybór, od którego głowa boli.... 
Zawsze mogę wrócić do tych win mentalnie i wejść na stronę promującą winiarską Austrię, którą serdecznie polecam! 

Made in Croatia

Wtorek 20 marca

15:00 Ambasada Republiki Chorwacji
Degustacja win chorwackich i szynki pšut

Degustacja była siedząca. Spotkanie miało jednak bardziej na celu promocję gastronomii Chorwacji i zaznaczenie jej na mapie winiarskiej. Brakowało komentarza przy okazji degustowanych win, a komentarze gości można ująć  krótko -  ‘cum laude’ wszystkiemu co chorwackie. Nieco irytujący był też błąd w tłumaczeniu. Nie znam chorwackiego, ale coś mi wyraźnie nie pasowało, gdy słyszałam „sort”. De facto, Chorwatka prowadząca spotkanie mówiła o sorcie…. czyli „szczepie”. 
To tyle o organizacji, formie spotkania itd. Jeśli chodzi o wino, to spróbowałam jedno białe i trzy czerwone.
POŠIP CARA
Pošip, Vinogorje Kobčula

Białe kwiaty, migdał + owoce (brzoskwinia, morela, pigwa)
W ustach nieco mdłe, o przyzwoitej strukturze. Przypominało Muscat d’Alexandrie lżejszej wersji, choć to porównanie nie byłoby na miejscu podczas samej degustacji. Faktycznie padło pytanie ze strony prowadzącej o to, czy widzimy podobieństwa z innymi winami. Kiedy ktoś nieśmiało porównał czerwone wino (o którym za chwilę) do Merlota, szanowna pani prowadząca energicznie zakwestionowała to wrażenie… Po co więc pytała? 
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2010

To wino tworzy autochtoniczny szczep Plavač Mali. Kolorem i aromatem przypominało młode wino. W nosie dominowała malina, truskawka i nieśmiało przebijał się dąb. W ustach taniny dały wrażenie ściągania, jednak struktura była wątła, żeby nie powiedzieć wodnista. Dobrze zapowiadające się w nosie wino zwiędło na języku i pozostawiło poczucie niedosytu.
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2007
Vhrunsko Vino, Vinogorje, półwysep Pelješac
Rok i 5 miesięcy w beczce, specjalna selekcja gron
W nosie z goła odmienne od młodszego brata z 2010 r. Bukiet owocowo-dymny (wiśni, śliwki). Na języku pod koniec wyczuwalny pieprz. Wyraźnie kwasowe, delikatnie taniczne. I znów niestety pozbawione ciała, nijakie w strukturze.

DINGAČ 2008
Wino pochodzące ze środkowej Dalmacji, jednoszczepowe (Plavač Mali), ponownie o nieśmiałym bukiecie (trochę skóry, wiśni i śliwki). W ustach było zaskakujące – na początku pomyślałam o kandyzowanych owocach, jednak ostatecznie skłoniłam się ku żelkom. Tak, żelkom... A żelki to zdecydowanie nie mój klimat winiarski. Za Haribo z Chorwacji podziękuję…


Za to szynka pšut to absolutnie mój klimat. Polecam podróżującym do Chorwacji, bo w Polsce jest praktycznie niedostępna!

niedziela, 18 marca 2012

Wino i Czekolada

Manufaktura Czekolady : 70% kakao  + prażone ziarna kakao

W  miniony czwartek miałam okazję wziąć udział w degustacji w jednym ze sklepów Winestory. Motywem przewodnim była czekolada. Naturalnie do czekolady dobrane było wino. Połączenie czekolady i wina nie jest łatwe szczególnie, że na rynku mamy szeroki wachlarz czekolad – mniej lub bardziej udanych. Degustowane czekolady pochodziły z Manufaktury Czekolady, jednego z 20 producentów na świecie, który od początku do końca samodzielnie wytwarza czekoladę. Bardzo podobało mi się to, że przedstawiciel Manufaktury wielokrotnie nawiązywał do wina. Ciekawe, że czekoladę, tak jak wino, degustuje się począwszy od wrażeń wzrokowych, węchowych a na końcu smakowych. Tak więc oglądałam kostki czekolady, wąchałam i smakowałam, aby zrobić to samo następnie z winem. A oto proponowane wina :

Valpolicella Ripasso Monte del Fra
Przez wielu postrzegane jako spektakularne faktycznie wywiera wrażenie, a przy tym w swoim bogactwie jest niesamowicie ułożone. Przyjemnie owocowe, zaokrąglone. Do picia samo! Nie burzyłabym harmonii zapachów i smaków żadnym daniem. Nie zagryzłam więc tego Ripasso czekoladą, bo w moim przekonaniu ono aż prosi o samodzielną kontemplację.
Gdybym miała jednak próbować łączyć to wino z czekoladą zdecydowałabym się na deserową z chili piri-piri. Myślę, że ostre akcenty uwypukliłyby tylko owocowość tego wina, „podkręcając” je nieco.

Sant Antonio Valpolicella Ripasso Monti Garbi

Garbi jest w porównaniu do innych Ripasso mniej słodkie, z wyraźniejszą kwasowością. Nie jest tak pełne w swojej owocowości. Czekolada z solą uwypukliła więc niestety to, co nie wymagało podkreślenia. Garbi – jestem na tak, deserowa z kwiatem soli - jestem na tak, mariaż - jestem zdecydowanie na nie.  Sądzę, że nieźle smakowałaby deserowa z żurawiną, ale to tylko w teorii, tę czekoladę spróbowałam na samym końcu, już bez wina.

Winestory : Valpolicella Ripasso Speri 
Valpolicella Ripasso Speri
Speri ma oszałamiający nos. Coś wspaniałego! Miałam obawy, czy aby na języku nie było przedobrzone, ale autorzy tego wina wiedzą, co to umiar. Było bardziej dojrzałe i stonowane od nr 1, natomiast bardziej żwawe niż nr 2.  Dołączam się do grona wielbicieli tego Ripasso, które zdobyło sporo nagród. Speri to mój absolutny faworyt wieczoru!
Do tego Ripasso spróbowałam czekolady z Republiki Dominikany, która była mocno cytrusowa i kwasowa per se, ale Speri wytrzymało to zderzenie i wprowadziło równowagę dojrzałymi i suszonymi owocami.


Amarone, Monte del Fra 

Ponoć do pewnych win się dojrzewa (dorasta?). Mam nadzieję, że ja tę specyficzną dojrzałość węchowo-smakową jeszcze osiągnę, a mój czas z Amarone jeszcze nadejdzie. Póki co było rozczarowanie : winem, niespełnieniem węchowo-smakowym i możliwą ułomnością zmysłów, które jeszcze nie są na tyle wyczulone aby docenić to co, tak czczone.
Na pocieszenie na moim podniebieniu powoli rozpłynęła się kostka czekolady  z ziarnami kakaowca (Ghana) – moja ulubiona z całej palety degustowanej podczas spotkania.
Degustacja była naprawdę udana! Ciekawe doświadczenie. Polecam serdecznie, gdy po obiedzie zostanie nieco wina, a w szufladzie znajdzie się tabliczka czekolady…