
Wtorek, 20 marca
Godzina 17:30, Hotel Marriott
Oczywiście degustacja w hotelu Marriott była stojąca, a jakże. 30 stoisk, moc win białych, ciekawe eisweiny, wina musujące, skromny asortyment win czerwonych, promocja żywności bio w wykonaniu Austriaków- sery, wędliny itp. itd... Ogólnie można stracić głowę.
1) Pierwszym stoiskiem, do którego podeszłam było stoiska producenta Johanna Donabaum. Próbowałam Grüner Veltliner Spritzer Fede i Grüner Veltliner Spitzer Point. Moje notatki były jednak tak chaotyczne i nieskładne, że nie napiszę tu nic więcej. Powiedzmy, że to był taki lekki falstart w moim wykonaniu. Dalej już było lepiej. Notatki były zrozumiałe i wyraźne, co może trochę dziwić. Tendencja powinna być chyba odwrotna…
2) Do stoiska Alexandra Koppitsch'a podeszłam, ponieważ moją uwagę przykuły nowoczesne etykiety. Jak widać na zdjęciu, na etykiecie znajdują się ptaki (jaskółka - Chardonnay), Grüner Veltliner przyozdobiony jest również ptakami oraz sercem. Wszystko to ma rys nieco komiksowy. Wydaje mi się, że to dość odważna etykieta, większą popularnością cieszy się jednak klasyka. Ale z drugiej strony, właśnie z powodu etykiet podeszłam do stoiska… Alexander Koppitsch to nowy producent na rynku. Na stoisku prezentowano pierwszy rocznik - 2011 i podkreślano biodynamiczne podejście do produkcji wina (używa się naturalnych drożdży, stroni się od nawozów). Grüner Veltliner był przyzwoity. Delikatne kwiatowe nuty w nosie i mineralne orzeźwienie na języku pozostawiły pozytywne wrażenie. Chardonnay było jednak zbyt słodkie, nieco mdławe. Spodziewałam się czegoś „chłodniejszego“, bardziej stonowanego. Natura w tym przypadku przesadziła ze słodyczą.
3) Następnie odwiedziłam Kohl Weingut. Kohl Weingut to producent z tradycjami, tajniki produkcji winiarskiej przekazywane z pokolenia na pokolenie, rodzinna firma To wszystko składa się na naprawdę ciekawe wina.
Pinot Blanc – mocno kwasowe, o delikatnym bukiecie, na języku delikatnie pikantne, orzeźwiające, miało ono jednak coś irytującego w sobie, to coś nie potrafię do teraz zdefiniować. Wrażenie to w każdym bądź razie sprawiło, że już bym do tego wina nie wróciła. Po tym nie do końca udanym początku było już tylko lepiej, jeśli nie znakomicie. Winemakerzy z Kohl Weingut oferują nam również bardzo przyzwoitego Rieslinga i jeszcze lepszego Grüner Veltlinera – doskonała równowaga między kwasowością i owocem. W nosie intensywny, na języku przyjemnie mineralny i orzeźwiający. Muskateller był delikatnie jaśminowy, waniliowy, ale nie zachwycił tak jak Riesling czy Grüner Veltliner.
Kohl Weingut oferował jedno czerwone wino – Zweigelt. Ot, „chłodne“ czerwone, o przyzwoitej strukturze.
4) Fajne, proste, do picia na codzień okazało się wino Franz 2010 od Weiningera (Cuvée 60% Blaufrankisch 40% Merlot) – mix porzeczek, malin i truskawek
5) Zaskoczeniem pozytywnym było wino od Gselmann & Hans - Gabarinza 2007 (60% Blaufrankrisch, 20% Merlot, 20 % Zweigelt); Dąb: 18 miesięcy w 500-litrowych beczkach Nos : owoce leśne (jagoda!)
Usta : wiśnia, jeżyny, porzeczka
Perełka wśród wielu obojętnych win czerwonych. Do odłożenia do piwniczki! Po kilku latach może dać jeszcze więcej radości.
Z win słodkich moją uwagę przyciągnęły: Eiswein 2009 Zweigelt, St Laurent (grudniowy zbiór) - złożone i rozbuchane oraz Trockenauslese 2007 Chardonnay (koniec października) – utrzymane w miodowo-owocowym klimacie. Oba wina (z naciskiem na pierwsze) mają potencjał starzenia. Ile orzecha i wanilii można by wydobyć z Chardonnay po kilku latach! Oba wina pochodzą również od producenta Gselmann & Hans.
Niestety odwiedziłam tylko pięć stoisk, chociaż oczami to bym spijała wszystkie krople, żeby spróbować jak najwięcej win. Cóż... brak snu, praca, dwie degustacje i wybór, od którego głowa boli....
Zawsze mogę wrócić do tych win mentalnie i wejść na stronę promującą winiarską Austrię, którą serdecznie polecam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz