wtorek, 27 marca 2012

Made in Croatia

Wtorek 20 marca

15:00 Ambasada Republiki Chorwacji
Degustacja win chorwackich i szynki pšut

Degustacja była siedząca. Spotkanie miało jednak bardziej na celu promocję gastronomii Chorwacji i zaznaczenie jej na mapie winiarskiej. Brakowało komentarza przy okazji degustowanych win, a komentarze gości można ująć  krótko -  ‘cum laude’ wszystkiemu co chorwackie. Nieco irytujący był też błąd w tłumaczeniu. Nie znam chorwackiego, ale coś mi wyraźnie nie pasowało, gdy słyszałam „sort”. De facto, Chorwatka prowadząca spotkanie mówiła o sorcie…. czyli „szczepie”. 
To tyle o organizacji, formie spotkania itd. Jeśli chodzi o wino, to spróbowałam jedno białe i trzy czerwone.
POŠIP CARA
Pošip, Vinogorje Kobčula

Białe kwiaty, migdał + owoce (brzoskwinia, morela, pigwa)
W ustach nieco mdłe, o przyzwoitej strukturze. Przypominało Muscat d’Alexandrie lżejszej wersji, choć to porównanie nie byłoby na miejscu podczas samej degustacji. Faktycznie padło pytanie ze strony prowadzącej o to, czy widzimy podobieństwa z innymi winami. Kiedy ktoś nieśmiało porównał czerwone wino (o którym za chwilę) do Merlota, szanowna pani prowadząca energicznie zakwestionowała to wrażenie… Po co więc pytała? 
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2010

To wino tworzy autochtoniczny szczep Plavač Mali. Kolorem i aromatem przypominało młode wino. W nosie dominowała malina, truskawka i nieśmiało przebijał się dąb. W ustach taniny dały wrażenie ściągania, jednak struktura była wątła, żeby nie powiedzieć wodnista. Dobrze zapowiadające się w nosie wino zwiędło na języku i pozostawiło poczucie niedosytu.
DINGAČ MILIČIĆ
PLAVAČ MALI 2007
Vhrunsko Vino, Vinogorje, półwysep Pelješac
Rok i 5 miesięcy w beczce, specjalna selekcja gron
W nosie z goła odmienne od młodszego brata z 2010 r. Bukiet owocowo-dymny (wiśni, śliwki). Na języku pod koniec wyczuwalny pieprz. Wyraźnie kwasowe, delikatnie taniczne. I znów niestety pozbawione ciała, nijakie w strukturze.

DINGAČ 2008
Wino pochodzące ze środkowej Dalmacji, jednoszczepowe (Plavač Mali), ponownie o nieśmiałym bukiecie (trochę skóry, wiśni i śliwki). W ustach było zaskakujące – na początku pomyślałam o kandyzowanych owocach, jednak ostatecznie skłoniłam się ku żelkom. Tak, żelkom... A żelki to zdecydowanie nie mój klimat winiarski. Za Haribo z Chorwacji podziękuję…


Za to szynka pšut to absolutnie mój klimat. Polecam podróżującym do Chorwacji, bo w Polsce jest praktycznie niedostępna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz