środa, 11 kwietnia 2012

Cool Bay


Do sauvignon blanc mam wyjątkowy sentyment. Lubię go za to, że przypomina mi pierwsze kroki, jakie stawiałam na degustacjach. Przypomina zachwyt i zaskoczenie – że w kieliszku może kryć się takie bogactwo smaków i aromatów. Tym pierwszym, niezapomnianym sauvignon blanc jest dla mnie Gilhem Blanc z winnicy położonej na południu Francji Moulin de Gassac promowanej przez niestety nie istniejący już Vinaress na ulicy Bednarskiej w Warszawie. Wino to, to grona wygrzewające się w Languedoc  Roussillon, które z wiadomych przyczyn mają więcej wspólnego z Cool Bay niż sauvignon blanc z Doliny Rodanu czy Loary, stąd więc ten sentymentalny wstęp przy okazji picia Cool  Bay.
Cool Bay to miły aperitif. Nieodzowny towarzysz miękkich, łagodnych serów czy też krewetek przygotowanych najprościej na świecie na czosnku i maśle. Ja tym razem zajęłam się rozmową i zagryzałam do niego tylko orzechy nerkowca. Ożywiona dyskusja jednak nie przeszkodziła mi w pewnej obserwacji. Mianowicie przez tłuste, słodkie orzechy nerkowca jeszcze wyraźniej przebijała się nuta liści porzeczki.  W końcu liść porzeczki, agrest i czarna porzeczka to wizytówka, która nowicjusza przekona, krytyków ujarzmi a wytrwałych miłośników wina przeniesie w świat wspomnień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz