wtorek, 26 czerwca 2012

Zielono mi...


Oferta win portugalskich w Portucale sprawia radość.
Które wybrać? Oto moje propozycje po dzisiejszej degustacji

Stanowisko 1

-Gatão – podstawowe, zaczepne jak na „kocie” wino przystało (świeżość i kwasowość)

-Muros Antigos – ok!

-Blue ocean  - mocno kwasowe, delikatnie musujące, przyzwoite vinho verde z niższej półki, na ochłodę.

-Muralhas de Monção  (szczepy : trajadura I alavarinho) – szczypiące + pełne (sic!)  = satysfakcjonujące

Stanowisko 2
-Casal Garcia – musujące - dziecinne, radosne; dla fanów nie tyle bąbelek co bardziej piany, czyli nie dla mnie.
-Aveleda vinho verde 2011 (szczep : Loureiro) - aromatyczne w nosie, pikantne, szczypiące na języku; charakterny nos i nieustępujące mu usta dają satysfakcję, mój faworyt zielonych na dziś

-Aveleda Colheita seleccionada (szczep : Loureiro)  - dobre wino do sobotniego obiadu, do ryby, owoców morza i delikatnego białego mięsa

-Aveleda 2011 DOC Douro (szczep : Loureiro) aromatyczne w nosie, kwasowe na języku, na ciepłe jak również nieco chłodniejsze dni. Jestem na tak.

Stanowisko 3 – moje ulubione
-Soalheiro 2010 (szczep : alvarinho) - 4+!
-Muros antigos 2010 (alvarinho)
Na degustacji próbowałam Muros Antigos 2010. W sklepie wino było dostępne w roczniku 2007. Byłam bliska zakupu Muros Antigos, gdy zobaczyłam różnicę w rocznikach. Wprawdzie nie próbowałam „zielonego”, ale jakoś pod wpływem głównego tematu wieczora postanowiłam dopytać, czy aby zakup rocznika 2007 byłby trafny. Po moim pytaniu o ewentualny wpływ upływu czasu na wino wywiązała się krótka, rzeczowa dyskusja na temat rocznika w przypadku portugalskim win. Wino jednak jest starzone i w przypadku 5 lat czas jest czynnikiem neutralnym. Nie podbija aromatów i nie czyni cudów, ale nie szkodzi. Kupiłam jednak inne…
Zdjęcie robione "na prędce".
Pogoda była niestety anty-zielona....

-Anselmo Mendes Contacto – kupione!

-Anselmo Mendes Curtimenta – maślane (beczka), wanilia, ananas, melon, orzech  

-Muros de Melgaçao Colheita 2009 - długa butelka, smukła a zarazem potężna, jak samo win – subtelne, dumne i pewne siebie. Opis tego wina zostawiłam niemalże na koniec, mimo że spróbowałam je mniej więcej w połowie degustacji. Wybrałam je całkiem nieświadomie, przebijając się przez rząd fanów wina. Jakoś tak wyszło. I z tego „jakoś tak wyszło” pojawiło się w moim kieliszku naprawdę „coś”. Miałam nadzieję, że tym razem moje kubki smakowe zostały uwiedzione czymś skromnym cenowo. Niestety… 200 zł…

 Stanowisko  4
-Somontano Bestué de Otto 2010 – (szczepy : Tempranillo, Cabernet Sauvignon);  przyzwoite; nieoczekiwany przejaw przyjaźni portugalsko-hiszpańskiej na degustacji win portugalskich J; dość słodkie, tzw. „wino dla pań”.


-Casa Santos Lima, Bon Ventos, Rose 2010 - poziomka, zioła w nosie, na ustach bezwstydne, ziołowo-gorzkie, jak niedobre lekarstwo, odrzucające. Po jednym łyku szukałam pojemnika, gdzie mogłabymy wylać to "cudo". 


-Charramba - Rozgoryczenie zmalało, choć nie do minimum w przypadku wina „Charramba”. O karrramba! Jak można być tak mocarnym w nosie,  a tak marnym na ustach.

Podsumowując i abstrahując od finalnej czerwonej nudy, degustacja win portugalskich absolutnie na plus. Gwiazdą wieczora było zielone, a ja mogę się pochwalić moimi niekoniecznie zielonymi ale za to osobistymi gwiazdami (patrz Stanowisko 3.)!  

2 komentarze:

  1. No w końcu:) Zadziwia mnie Charramba, kiedyś była fantastycznie oceniana. A pogoda, tak jak piszesz, chyba bardziej przeszkadzała w odbiorze tych pysznych win.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu, w końcu... wiele się dział i wiele degustowało, a mnie wiosenny kryzys twórczy dopadł. Będzie lepiej ;) A co do Charramby i czerwonych to miałam sobie je odpuścić, ale ciekawość ludzka nie zna granic :)

    OdpowiedzUsuń