poniedziałek, 2 lipca 2012

Mecz towarzyski : Chardonnay vs. Chablis

Wydarzenie dnia : Mecz towarzyski Maluchy kontra Starszaki z udziałem jednego seniora (nieobecny na zdj.)



CHARDONNAY


1.Chocolan Chardonnay 2008,  Maipo Valley, Chile
Nos : owoce egzotyczne (ananas, melon), miód, wanilia
Usta: mięsiste, niczym plaster miodu oplata język i podniebienie, maślane (do tego stopnia, że byłam przekonana, że było beczkowane)
Na chłodniejsze wieczory, bezpretensjonalne, proste w bogactwie nut i aromatów. W sam raz dla początkujących lub sceptyków, którzy krzywią się na myśl o winie i mówią : „łeee nie pijam - za kwaśne!”
2.Peter Lehmann Chardonnay, Australia 
Nos : gruszka, jabłko, ananas
Usta: świeże, o poprawnej strukturze, której zawdzięczamy krótki finisz
Nos i usta w równowadze; jak na chardonnay z Nowego Świata nie zwala z nóg prostactwem i obfitością; bliższy (podkreślam stopień wyższy przymiotnika bliski) wzorcowi Starego  Świata.

CHABLIS

3.Chablis Vrignaud Petit Chablis (Niebeczkowane)
Nos : kruche jabłko, gruszka, trawa
Usta: mineralne, kamienisty chłód, świeże, kruche
Mineralne i świeże do tego stopnia, że chwilami daje wrażenie łaskotania. Harmonijne, bardzo przyjemne! Mój faworyt!

4.Chablis Vrignaud Chablis Les Champréaux
Ja bym z otworzeniem tego wina jeszcze poczekała. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje mi się, że rok czasu i rozwinęłoby schowane jeszcze aromaty. Petit Chablis jest dobrym świadectwem winnicy Vignaraud i sądzę, że Chablis może być wkrótce. Póki co „maluszek” wygrał ze „starszakiem”.

5. Chablis Vrignaud Chablis Premier Cru Mont de Milieu
Maślany, kwasowy, mineralność zbalansowana ze słodyczą wanilii, który dostał w spadku od beczki. Relacja jakości do ceny odpowiednia.
Rozgrywkę wieczoru wygrał jednak „maluch” z numerem 3. Najwidoczniej uległam twierdzeniu, że kibicuje się gorszym, w których mało kto wierzy…
Na koniec nie lada gratka – obiecany udział seniora
Château Colombier Monpelou 1982 
Cru Bourgeois Premier 
Pauillac, France
„Zaledwie” trzydziestka na karku, a już jakby się rozpada. Żywotny, ale piękne lata „młodości” już za nim. „Cera” też już nie ta… kiedyś rubinowa, a dziś wypłowiała, brązowo-rdzawa. Żaden  z niego cienias ani chudzielec. Postawny chłop, uparty na języku. Obcowanie z nim przypomina smak wiśni w likierze i powideł śliwkowych. Szkoda jednak, że nie poznałam go wcześniej, może by wyszło z tego coś poważniejszego. Szacunek jednak do leciwego pana mam, dzielnie zniósł te lata w zamknięciu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz