Warszawskie dzielnice, zakątki i ulice nieustannie kuszą nowymi szyldami, pięknymi tarasami, tablicami z nazwami wykwintnych dań niedbale zapisanymi kredą. Po okresie wakacyjnym chciałam napisać o trzech miejscach (spokojnie jest ich więcej, o tych jednak w szczegółach) :
Bistro ŻuŻu (Mokotów Górny, ul. Kazimierzowska 43)
Bistro ŻuŻu (Mokotów Górny, ul. Kazimierzowska 43)
Guccio Domagoj Klub Winiarnia (Żoliborz, ul. Pawła Suzina 8),
Santorini (Saska Kępa, ul. Egipska 7)
oraz Złoto Hiszpanii (również Saska Kępa, ul. Francuska 26)
Na Mokotowie w Bistro ŻuŻu okazjonalnie można pochłonąć delikatne małże w moim ulubionym sosie winnym (nie przepadam za wersją w sosie pomidorowym).
U Chorwata można zjeść bardzo dobrze owoce morza (ośmiorniczki, grilowane mątwy, kalmary w czerwonym winie itp.) i poznać autochtoniczne szczepy chorwackich winorośli (Vugava o miodowej szacie czy słomkowozielony Graševina).
W Santorini polecam szczególnie sezonowe kwiaty cukinii. Odradzam z kolei niestety jedyne greckie wino dostępne na kieliszki – Retsinę. Zielona i wodnista tylko przeszkadza w posiłku. To jedyny, aczkolwiek dość poważny, mankament w greckiej restauracji, której wystrój i klimat pozwala się przenieść biesiadnikom na południe do samej Hellady.
Ostatnie wspomniane miejsce Złoto Hiszpanii odwiedziłam ostatnio dwa razy. Za pierwszym razem spróbowałam wina jednoszczepowego (Gancia) oraz kupaż Muscat de Frontignon, Sauvignon Blanc, Moscatel de Alejandria i Gewürztraminer), a do tego pinchos z gniecionymi pomidorami z oliwą oraz pinchos z foie-gras z redukcją balsamiczną.
Za drugim razem na aperitif i jako toast urodzinowy wypiłam poprawną cavy l’Hereu od Raventos I Blanc. Tak jak cava (kieliszek za 12 zł) pozytywnie zaskoczyła tak niestety aperitif zamówiony do niej rozczarował (małże w sosie pomarańczowym z dodatkiem miodu oraz sałatka z ośmiornicy). Tych pozycji z karty odradzam. Lepiej już się wybrać do Kuchni Świata, gdzie dostępne są ośmiorniczki i małże po hiszpańsku czy po portugalsku w puszkach, które przypuszczam zostały skromnie podrasowane w tapas barze.
Niekwestionowaną mocną stroną Złota Hiszpanii są pinchos, które robione są na bieżąco, w różnych wersjach. W menu znajduje się tylko ich wersja podstawowa, więc warto udać się do środka, żeby wybrać świeże wariacje na pieczywie.
Warto dodać, że Złoto Hiszpanii honoruje zasadę korkowego, więc nic tylko brać ulubioną butelkę wina, a na miejscu chwytać pinchosy. Ja odwiedziłam tapas bar z wyjątkową butelką
Carodorum Crianza (12 miesięcy w beczce dębowej)
z coraz bardziej popularnego regionu Hiszpanii - Toro. To wino o wspaniałej sukni, które z każdym łykiem sprawia coraz większą przyjemność. Jest wspaniale zbalansowane, obficie owocowe, a zarazem dostatecznie kwasowe. Aksamitne taniny dopełniają tę hedonistyczną całość.
Nos : Owoce leśne, porzeczka, nuty dymne, likier wiśniowy
Usta: aksamitne, dobrze zbudowane, owoce leśne, likierowe
Finisz, który nie pozwala zapomnieć o Carodorum.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz